
Jeśli
chodzi o Peję, to ostatnimi czasy głośniej było o wydarzeniu z Zielonej Góry i
o konflikcie z Tede, niż o premierze jego nowej płyty. Czy słusznie?
Niezupełnie...
Już
po przesłuchaniu pierwszego kawałka można zauważyć pewną zmianę rapera względem
wcześniejszych numerów. Rysiek mówi o jego wyjściu "na powierzchnię",
odbiciu się od dna, o którym wspominał na poprzedniej płycie. Dokonuje
rozliczenia ze swoimi poprzednimi czynami ("zwykły śmiertelnik, który
błądził, dziś to pewne") i wspomina o swoim cierpieniu, które jest też
tematem kawałka "Zbyt dużo bólu".
Choć
raper mówi wiele o zmianie, poważnym podejściu do życia, to na krążku nie
brakuje luźniejszych kawałków, jak np. "Gruba impra z Rysiem 2", czy
typowego bangera - na miarę "Braggi" z ostatniego krążka - "To
co robimy tu teraz". Z tego też względu fani bouncowania nie muszą się
obawiać - oba kawałki bujają wyśmienicie.
Jeżeli
jednak ktoś myślał, że piosenki o kobietach na Stylu Życia G'N.O.J.A.
(poprzedniej płycie Peji) to tylko jednorazowy wyskok artysty, to jest w dużym
błędzie. Po "Tak bardzo chcę" i "De najsłodsza w mieście",
usłyszymy teraz "KC" i "Poszukując ideału". No i oczywiście
nie można zapomnieć o "Kochana mamo", w którym to numerze Peja zwraca
się (jak nietrudno się domyśleć) do swojej zmarłej matki. Szczerze mówiąc
ostatni z wymienionych tytułów brzmi najlepiej, bo np. w refrenie
"KC" raper chyba trochę przegiął, co nadało cukierkowego brzmienia
owej piosence.
Patrząc
na tracklistę można zauważyć ciekawą osobliwość - w każdym kawałku (poza KC i
Epilogiem) bierze udział zaproszony gość. Jednak usłyszeć możemy tylko 13
wykonawców poza Ryśkiem (14, jeśli wliczymy Wozika), gdyż reszta gości to albo
DJ'e albo artyści dogrywający wstawki muzyczne. Czy to dobrze? Cóż, na pewno
goście nie zdominowali tej płyty, ale też nie można powiedzieć, żeby spisali
się powyżej oczekiwań.
Co
do samego Peji, to muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczył mnie swoją postawą
na płycie. Podjął się tematów, które ocenia z innej strony niż kiedyś, a co
najważniejsze ocenia je trafnie. Teksty są naprawdę przemyślane, co dobitnie
pokazuje, że mimo kilkunastu lat stażu na polskiej scenie Rychu Peja SoLUfka
nie wypada z formy. Nie usłyszymy tu co prawda tłustych punchy w stylu Piha czy
Słonia, ale płyta jest nagrana w klimacie, w którym byłoby to nie na miejscu.
A
skoro już o klimacie mowa to trzeba pochwalić beatmakerów, którzy odwalili kawał
naprawdę dobrej roboty. Nie ma się czemu się dziwić, skoro za brzmienie 10
kawałków odpowiada znana z produkcji wszystkich Kodexów (legendarnej trylogii z
najlepszymi przedstawicielami polskiego rapu) grupa White House. Jednak reszta
producentów również dołożyła swoje solidne 3 grosze.
Zbierając
to wszystko do przysłowiowej kupy można z czystym sumieniem stwierdzić, że
płyta jest lepsza od jej poprzedniczki i prezentuje naprawdę dobry poziom
polskiego rapu. Jak jej treść ma się do wydarzeń z Zielonej Góry? Nie mnie to
oceniać. Cedek jest wart swoich 33 złotych i na pewno warto się po niego
wybrać. Kupujcie polskie rap płyty!
Tomek Suchy
Dodaj swój komentarz!
Ostatnie 15 komentarzy
Masz człowieku talent, Fajna strona
Działy aktualności
|
Wyszukiwarka |
Ostatnie w filmotece
Ostatnie w galerii
|
Sonda Jak często odwiedzasz nasz portal? |
Tech - nowinki