
To nie był zwykły dzień. Dla śląskich górników z kopalni "Wujek" okazał się być dniem przeklętym. Tam, 18 września 2009 roku, nastąpił wybuch metanu, a w rezultacie zginęło 18-stu górników. Dla rodzin był to wielki szok. Zadzwonił telefon, a matki, żony, dzieci usłyszały, że nie żyje ich najukochańszy syn, mąż, ojciec. Dalej nie da się opisać tego, co się w tych rodzinach działo. Był płacz i niedowierzanie. Dlaczego spotkało to właśnie ich? Piski, wrzaski, walka ze ścianą, której nie da się przebić, tak jak i nie da się cofnąć czasu. Trzeba było powiedzieć innym, należało zrobić to szybko, bo nikt nie chciał, by najbliżsi dowiedzieli się z mediów. Ludziom z zewnątrz było przykro, bo cóż innego, w końcu giną ludzie. Rodziny górników przeżywały najgorsze chwile swojego życia. Panika, strach, ból, a oni musieli się z tym zmierzyć, być na ustach całego miasta i kraju. Współczucie innych nijak się ma do tego, co oni przeżywali. Życie tych rodzin zostało wystawione na wielka próbę.
Przez pierwszy tydzień nikt w to nie wierzy. Gdy mija już miesiąc, wiemy co się stało. Powoli przyzwyczajamy się do zaistniałej sytuacji, próbujemy
żyć tak jak dawniej, ale w głowie jest myśl, są wspomnienia, które nie opuszczają Cię na krok. Po roku już wiesz co się stało, możesz normalnie funkcjonować, ale Twoje życie dzieli się na dwa etapy. Jeden to ten, kiedy w domu był najukochańszy syn, mąż i ojciec, zaś drugi etap to teraźniejszość. Myśli wracają, Ty jednak chcesz żyć jak dawniej, ale tak się już nie da. Sam masz blokadę, która Cię o tym informuje, mówi Ci bądź silny, nie poddawaj się. Przychodzi też czas, kiedy chcesz się komuś wyżalić, ale inni widzą, że sprawia Ci to ból i unikają tego tematu. A łzy są potrzebne. Trzeba płakać, bo tacy już jesteśmy.
Każdy chcę im pomóc. To jednak tylko chwilowy gest. Gdy gazety przestaną o tym pisać, a telewizja i radio przestanie o tym mówić, ludzie zapomną. Pomoc przyjdzie, ale tak jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknie. Załamane rodziny będą musiały nie tylko godzić się ze stratą bliskiej im osoby, ale również zadbać o to, by mieć włożyć co do garnka. Ci synowie, mężowie i ojcowie byli głównymi żywicielami rodzin. Teraz są już tylko tymi, którzy 18 września 2009 roku zginęli podczas wybuchu metanu w kopalni "Wujek- Śląsk".
Pierwsze święta. Wigilia. Stoisz i udajesz, że jest jak dawniej. Nie masz siły przełamać opłatka. Wiesz, że czegoś brakuje. Pod byle pretekstem wychodzisz do innego pokoju i tylko płaczesz. Jesteś z tym sam. Nie dostrzegasz cudu narodzin Chrystusa. Myślisz tylko o sobie, a Bóg przechodzi na dalszy tor. Nie da się cieszyć, że Bóg się rodzi, skoro Tobie właśnie ktoś umarł. Wielkanoc. Jest Ci ciężko, ale Zmartwychwstały Chrystus przychodzi do Ciebie. Jest już z Tobą, ale ciągle nie ma tej magii w dzieleniu się jajkiem, która była dawniej. Jest schemat, prosty świąteczny schemat. Czas leczy rany, ale blizna pozostaje na całe życie.
„Z głębokim żalem zawiadamiamy, że dnia 18 września 2009 roku zmarł najukochańszy syn, mąż, ojciec (...)" takich klepsydr było 18. Dziś pogrzeb. Trzeba zmierzyć się z ostatnią drogą z naszymi najukochańszymi synami, mężami i ojcami. Którędy iść, aby nie spotkać na tej drodze okrutnego losu, by zmierzyć się samemu ze sobą. Rodziny walczą i w uroczysty sposób są ze swoimi najukochańszymi synami, mężami, ojcami. Być opoką dla innych, czy samemu pozwolić sobie na płacz? Zagłuszyć się tabletkami, czy wziąć ten ból na własne ramiona? Nieważne co zrobimy i tak przestajemy nad wszystkim panować. Hierarchia naszej świadomości rujnuje się pod presją wielkiego zła, które nas spotkało. „Anielski orszak niech twą duszę przyjmie, uniesie z ziemi ku wyżynom nieba, a pieśń zbawionych niech ją zaprowadzi, aż przed oblicze Boga Najwyższego." Te słowa bolą najbardziej. To cios poniżej pasa. Przy nich chcesz zasnąć i obudzić się z myślą, że to tylko zły sen. Dopiero wtedy dochodzi do Ciebie, że to pogrzeb Twojego najukochańszego syna, męża, ojca.
Skończył się pogrzeb. Chcesz zostać sam nad jego grobem i poczuć jego dotyk ręki... dotyk, który da Ci pewność, że kiedykolwiek się spotkacie. Nie da się. Inni stoją i mówią „chodź, będzie dobrze, pomożemy". Biorą Cię na stypę. Tam patrzysz jak inni piją zdrowie za Twojego najukochańszego syna, męża, ojca. Nie masz siły krzyczeć by przestali. Oni są już pijani. Żartobliwie wspominają zmarłego, a w Twojej głowie narasta żal. Jak Oni tak mogą? Kończy się to. Przychodzą i po raz kolejny oferują Ci pomoc i znowu powtarzają, że będzie dobrze. Wracasz do domu, widzisz jego szklankę, jego pióro. Chcesz aby napił się kawy i zapisał kartkę swoimi słowami. Wszystko świeże, jeszcze pachnie Jego osobą, dalej łudzisz się, że jeszcze wróci. On już nie wróci.
Po krótkim czasie dochodzi do Ciebie, że to Twoja wina. Mogłeś mieć na ten dzień inne plany. Mogłeś uratować go przed tym. Nie zrobiłeś tego. Sam nie wierzysz w to, co mówisz. Wszystko jest chore, nigdzie nie ma logiki, nie ma sensu. Jutro pogrzeb przyjaciela Twojego syna, męża, ojca. Trzeba iść. Znowu przejść przez ten horror. Widzę najbliższych. Są w złym stanie. Już wiem co czują. Nie da się tego ogarnąć, nie da się tego opisać słowami. Trzeba to przeżyć.
Wojtek Zeńko
Dodaj swój komentarz!
Ostatnie 15 komentarzy
Bardzo fajny tekst :)
Pisałeś to, co dyktowało Ci serce.
Oddałeś mi historię tych górników jakbyś tam był. Rewelacja. Piszcie więcej tego typu reportaży bo aż chce się czytać !!
szacunek...
Działy aktualności
|
Wyszukiwarka |
Ostatnie w filmotece
Ostatnie w galerii
|
Sonda Jak często odwiedzasz nasz portal? |
Tech - nowinki