
Otóż, od 1 lipca 2011 roku rozgrywki najlepszej koszykarskiej ligi świata zostały zawieszone przez Davida Sterna, który kieruje tą wielką machiną o nazwie NBA. Stało się tak, gdyż 22 z 30 zespołów mijający sezon skończyły „na minusie", dokładnie chodzi o straty wynoszące, bagatela, 300 milionów dolarów.
Od czasu ogłoszenia lockout'u było już wiele spotkań komisarza z właścicielami klubów, jak i samymi zawodnikami, aby liga mogła wystartować. Niestety wszystkie kończyły się fiaskiem. Władze ligi chcą obniżenia zarobków koszykarzy, na co sami sportowcy się nie zgadzają. Obie strony nie mają zamiaru ustąpić, dlatego lock out trwa i będzie trwać, jeżeli żadna ze stron nie ulegnie. Jego ogłoszenie oznacza, że zawodnicy nie będą otrzymywali swoich pensji, nie będą też mogli trenować w klubowych halach, ani nawet nie zostaną wpuszczeni do szatni swojego klubu. Od tego czasu zawodnicy mogli szukać nowych pracodawców, co spowodowało pojawienie się graczów rodem z NBA w Europie. Deron Williams, Andrei Kirilenko, Sasha Vujacic, Rudy Fernandez - to tylko niektóre nazwiska graczy, którzy zdecydowali się na grę na naszym kontynencie. Do Polski także dotarło 2 graczy zza oceanu, a są nimi Gani Lawal oraz Alonzo Gee.
Tak czy siak, zawieszenie rozgrywek dla nikogo nie jest dobre. Kibice nie mogą oglądać swoich ulubionych graczy w akcji, a władze ligi tracą ogromne pieniądze (m.in. z braku transmisji telewizyjnych). Zarywanie nocy, po to, aby zobaczyć m.in. naszego rodaka Marcina Gortata w akcji, w tym momencie jest niemożliwe. Miejmy nadzieję, że lockout zostanie szybko zniesiony, bo brak meczów NBA doprowadza nas o mocne bóle głowy.
Bartek Woźniak
Dodaj swój komentarz!
Działy aktualności
|
Ostatnie newsy |
Wyszukiwarka |
Ostatnie w filmotece
Ostatnie w galerii
|
Sonda Jak często odwiedzasz nasz portal? |
Tech - nowinki