
Youth Voice: Witamy Państwa bardzo serdecznie w pierwszym z cyklu wywiadów organizowanych przez portal youthvoice.pl. Naszym pierwszym gościem jest dziennikarka TVN 24, Pani Brygida Grysiak. Dzień dobry.
Brygida Grysiak: Dzień dobry.
Pani Brygida, oprócz pracy jako dziennikarz sejmowy jest też ostatnio znana z książki, wywiadu właściwie. O czym jest ta książka?
Ta książka jest o świętości na co dzień. To jest taka opowieść o Janie Pawle II, widzianym oczyma drugiego sekretarza, który był przy boku Ojca Świętego przez 9 ostatnich lat. Człowiek mało dotąd znany, ale taki, który wie bardzo dużo o tym, jak ta codzienność wyglądała, bo towarzyszył Ojcu Świętemu od tej pierwszej porannej modlitwy aż do ostatniej, wieczornej.
W jaki sposób polityka łączy się z religią i jak osoba, która na co dzień zajmuje się dziennikarstwem, może rozmawiać o religii? Jak i czy w ogóle można kierować się wiarą w tym zawodzie?
Na pewno jest tak, przynajmniej w moim przypadku, że religia jest częścią mojego życia. Ważną częścią, być może najważniejszą. Więc religia, wiara w Boga, kształtuje to jakim jestem człowiekiem. Idąc tym tropem, to jakim jestem człowiekiem powoduje, mam nadzieję, to jakim jestem dziennikarzem. I to jest ten zasadniczy wpływ – ktoś, kto na co dzień kieruje się Dekalogiem, przynajmniej się stara i na co dzień stara się dążyć do świętości (bo wszyscy jesteśmy do tej świętości powołani), siłą rzeczy powinien się tych wartości trzymać w swoim zawodzie. Tak wygląda moim zdaniem ten związek.
Natomiast religia a polityka… To już jest bardziej skomplikowane zagadnienie. Wielokrotnie pytałam o to różnych księży, także hierarchów polskiego Kościoła, i oni mówią tak: w polityce mamy do czynienia z takim zjawiskiem jak schizofrenia. To znaczy: ktoś kto mówi że jest katolikiem, chodzi co niedzielę do kościoła – nie zawsze głosuje jak katolik. Czyli za ochroną życia, w przypadku in vitro, ale to już jest temat na dłuższa rozmowę.
Naginanie linii partyjnej do swojej wiary to rzeczywiście dłuższy temat. Chcieliśmy natomiast zapytać: dlaczego akurat abp Mokrzycki?
Dlatego właśnie, że był mało znany, a był przecież tak bardzo blisko. To nie był mój pomysł, to był pomysł wydawnictwa, które stwierdziło właśnie, że tego człowieka trzeba wyciągnąć z cienia. Zadzwoniono do mnie właśnie z taką propozycją, ja się oczywiście na tę propozycję zgodziłam z wielką radością, no i potem szczerze mówiąc sama odkrywałam ks. abpa zupełnie na nowo.
Poznałam go jako postać, która istniała u boku Jana Pawła II, ale nigdy w życiu wcześniej go nie spotkałam, nie wiedziałam, jaki jest. Okazało się że jest cudownym, ciepłym, mądrym, spokojnym i dobrym człowiekiem.
A może „Mieciu”, jak nazywał abpa Mokrzyckiego papież, chciał zostać w tym cieniu i nie mówić o swoich przeżyciach u boku Jana Pawła II?
Prawdopodobnie tak było, bo nie było łatwo go namówić na tę książkę. Zresztą jak przyjechałam do Lwowa z zamiarem nagrania pierwszych rozmów, to słyszałam od niego: „Książka? Nie, to może jakiś krótki artykuł?” <śmiech> Ale im dłużej rozmawialiśmy, tym lepiej nam to wychodziło, tym bardziej ks. abp się otwierał i mam wrażenie, że wchodziliśmy coraz głębiej w tę codzienność, w tę świętość, odpowiadał na coraz bardziej intymne pytania. Bo przecież pytania o modlitwę, o tę świętość właśnie, są pytaniami bardzo, bardzo intymnymi.
A jednak odpowiadał. I potem bałam się, jak już napisałam tę książkę, wszystko złożyłam do kupy i wysłałam do autoryzacji i myślę sobie: „No tak, teraz to ksiądz arcybiskup spojrzy na to i pomyśli sobie: o rany, co ja powiedziałem…” Ale odesłał mi ten tekst autoryzowany i właściwie było w nim bardzo mało poprawek… Właściwie to były poprawki techniczne. Nie wycofał się praktycznie z niczego, co powiedział, czym mi bardzo zaimponował.
Może on też tego potrzebował? Może tylko czekał, aż ktoś go znajdzie?
Może, może tak było, ale nie wiem, nigdy go o to nie pytałam. Wiem, że do końca nie jest zadowolony z tej książki. On najbardziej by chciał, żebyśmy zrobili coś o nauczaniu Jana Pawła II, coś, co ma większą wagę teologiczną i ewangelizacyjną, ale tłumaczyłam siebie z tej książki jemu ostatnio i mówiłam: „Księże arcybiskupie, to są takie rzeczy z codzienności Jana Pawła II, te opowieści jaki był na co dzień, co lubił, jak i kiedy się modlił, czym się martwił – to wszystko składa się tak jakby na obraz człowieka z krwi i kości, ale człowieka świętego ciągle.”
Mam więc nadzieję, że to nie jest historia tylko o wolnych wtorkach i o tym, co papież lubił jeść na śniadanie, a czego nie lubił i dlaczego chodził w starych butach. Przez te wszystkie szczegóły, ja przynajmniej popatrzyłam jakby na nowo na tę świętość. Mam nadzieję, że tak właśnie czytelnicy na tę książkę i na te opowieści spojrzą.
A czy może świętość papieża została ukazana w inny sposób? Wcześniej wszyscy mówili, że papież był święty tylko i wyłącznie dlatego, że umiał się z ludźmi obchodzić w taki sposób, jak nikt inny na świecie. A tutaj jest pokazany jako osoba która umie się modlić, która modli się bardziej żarliwie.
Absolutnie tak. Masyw modlitwy, jak pisał Andre Frossard, to potwierdza abp Mokrzycki, zresztą wszyscy, którzy mieli taki bliski kontakt z Janem Pawłem II mówią o tym, że jego modlitwa to były stany mistyczne. Pierwszy raz słyszałam, że Ojciec Św. zaczynał dzień od różańca odmawianego krzyżem w sypialni. To było dla mnie niesamowite. Więc to są wszystko takie obrazy które składają się w całość tej świętości, świętości najwyższej.
Natomiast myślę, że przez ten stosunek do drugiego człowieka stosunek do swoich sekretarzy, z tych opowieści o tych karteczkach kładzionych na klęczniku kiedy Jan Paweł II obejmował modlitwą każdego, z kim się spotkał, i każdą karteczkę, każdą historię każde zdjęcie, które mu podkładano dotykał, kiedy puszczał oczko do swoich sekretarzy z takim sygnałem, że wszystko będzie dobrze, żeby się nie martwili. Kiedy im życzył w noc sylwestrową, żeby nam było tak dobrze, jak nam jest – to wszystko było tak bardzo ludzkie, a jednocześnie takie święte, że ja już… Myślę, że bardziej ludzkiego świadectwa świętości nie można sobie wyobrazić.
Trochę nawiążę do tego, co mówiła Pani przed chwilą. Co ta książka wnosi nowego do naszej wiedzy o Janie Pawle II i czy mogłaby Pani przytoczyć jakiś fragment?
Tam jest dużo nowych rzeczy. Ja np. nie wiedziałam, że najbardziej lubił wtorki, że biwakował wtedy. Oczywiście, to nie był każdy wtorek, im był starszy, tym rzadziej wyjeżdżano. To były takie wyprawy–niespodzianki, organizowane przez żandarmów watykańskich w ramach wdzięczności dla Ojca Świętego. Ich żony gotowały obiad, wyjeżdżali sobie gdzieś za Rzym, raz dalej, raz bliżej, rozkładali biwak, tzn. turystyczne krzesełka, stoliki, sztućce plastikowe i jedli, a jak było ciepło, to mieli jeszcze ognisko i śpiewali. Dla mnie to było bardzo wzruszające.
Na przykład te koncerty pieśni patriotycznych ze znajomymi z Krakowa, którzy przyjeżdżali do Castel Gandolfo. I to, że Ojciec Św. znał śpiewnik na pamięć i śpiewał wszystkie te pieśni. W tych momentach był najbardziej wzruszony.
Abp Mokrzycki opowiada, że papież nigdy nie płakał, ale było parę momentów, w których widział, że jest naprawdę wzruszony, miał łzy w oczach i to były na przykład te momenty, kiedy on śpiewał pieśni patriotyczne, czyli „Wojenko, wojenko”, „Czerwone Maki na Monte Cassino” i tak dalej. Dla niego to było bardzo ważne. Pytam: do jakiej książki lubił wracać – do Trylogii „Sienkiewicza” Dlaczego? Bo był wielkim patriotą, takim naprawdę z serca.
Pytam, czy było jakieś marzenie, które nie zdążyło się spełnić, oprócz tego, że chciał pojechać do Rosji i do Chin, co mu się nie udało, i co słyszę? Że chciał pojechać w Bieszczady. Chciał tam bardzo wrócić i wiele razy o tym mówił, tęsknił do tych bieszczadzkich szlaków. Nigdy się nie udało, bo podobno logistycznie było to nie do zrealizowania, chociaż ja bardzo żałuję, że skoro papież o tym marzył, to nie udało się zrobić czegoś, żeby go pod Tarnicę jeszcze przyprowadzić.
Jest szereg takich szczególików, np. ten taras i droga krzyżowa na tarasie. Wiedziałam, że był taras z ogrodem, wiedziałam że Ojciec Święty kazał ustawić tam drogę krzyżową. A kiedy zapytałam ks. abpa o taki obraz, który przychodzi mu na myśl, kiedy zamyka oczy i myśli o Ojcu Świętym, usłyszałam zdanie, które stało się pierwszym zdaniem książki: „ Kiedy zamykam oczy, widzę, jak zakłada pelerynkę i maszeruje na taras”. Wiedziałam, że to będzie pierwsze zdanie książki, bo otwiera to dla mnie nową przestrzeń wyobrażenia o Janie Pawle II. Dużo jest tam nowych historii.
Nie mówię tego po to, żebyście Państwo od razu pobiegli i kupili tę książkę i ją przeczytali, ale ostatnie dni Ojca Św., jego choroba – w tej książce jest bardzo dużo szczegółów, o których ja wcześniej nie miałam pojęcia – jak wyglądało pożegnanie, o co chodzi z tym stwierdzeniem: „Szukałem Was, a Wy przyszliście do mnie”. Że to nie była karteczka, tylko to było pokazywane na migi przez kardynała Dziwisza, a Ojciec Św. potakiwał tylko i potwierdzał słowa, które zgadzały się z tym, co chciał powiedzieć. Jak obchodził imieniny z kardynałami na emeryturze żeby im było miło i żeby czuli się docenieni – więc oni przyjeżdżali zawsze w imieniny do Ojca Św. i był uroczysty obiad. Całe mnóstwo takich historii…
Dziękujemy za rozmowę. Te i inne rzeczy znajdziecie Państwo w najnowszej książce Brygidy Grysiak „Najbardziej lubił wtorki”.
Rozmawiali: Tomasz Pawłucki i Maciej Grenda
Dodaj swój komentarz!
Ostatnie 15 komentarzy
Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!
Działy aktualności
|
Wyszukiwarka |
Ostatnie w filmotece
Ostatnie w galerii
|
Sonda Jak często odwiedzasz nasz portal? |
Tech - nowinki