Wywiady

Z Biblią w biznesie

Z Biblią w biznesie

Youth Voice: To może Pan opowie jak zaczynał Pan swój biznes? Zaczynał Pan pewnie w naszym wieku...

Krzysztof Pauch: A nie opowiem!

Dlaczego? Aha, już wiem - bo mówię Ci per „Pan"?

Właśnie! Jak nie zaczniesz ze mną rozmawiać jak z człowiekiem, to nic Ci nie powiem. <śmiech>

Miałem kiedyś taką sytuację, że mój przełożony kazał mówić mi do siebie przez „ty", co później zaowocowało niebezpiecznym skróceniem dystansu...

Ja wiem, że to jest zagrożenie, bo to jest bardzo istotne. Cieszę się, że młodzież stara się zachować dystans. Ja jestem człowiekiem bardzo otwartym, nie tworzę barier między mną a innymi, bo dzisiaj 95% moich pracowników to ludzie w wieku pomiędzy 17 a 25 rokiem życia.

Będąc przez wiele lat nauczycielem i dyrektorem szkoły, miałem cały czas z młodymi ludźmi do czynienia. Byłem surowym profesorem, ale po lekcjach byliśmy kumplami. Dla mnie to naturalne, to przełamuje pewne bariery. Nie mam problemu, z tym, żeby ktoś mnie nie szanował, a zatrudniam około 500 osób. To, że jesteśmy na „ty", w zasadzie nic nie znaczy. Nikomu nie rozkazuję, ale jak z nimi rozmawiam, to najczęściej przyjmują moje rady. Szanujemy się nawzajem, a szacunek jest przecież zwrotny, okazywany - zwyczajnie wraca.

Co do młodych? Widzi Pan...

WIDZISZ!

Cholera!... Zatem: Czy widzisz w młodych większy potencjał niż w ubiegłych latach? Są bardziej obrotni, pomysłowi od Twojego pokolenia?

Powiem tak: też byłem młody, też wiele rzeczy chcieliśmy. Z komuny niestety nie można było się wychylić, ktoś, kto chciał cokolwiek osiągnąć w biznesie był nazywany spekulantem i był traktowany pogardliwie. Rodzice wychowywali nas w ten sposób: bądź cichy, grzeczny i spokojny, wyucz się zawodu, pójdziesz do pracy, pilnuj tej pracy. I tyle.

A w naszych głowach, w głowach ludzi takich jak ja, szalenie energicznych, pełnych chęci do działania, było to stłumione. I niestety ja, choć wiele rzeczy później robiłem, nie uważałem, że jestem przedsiębiorcą, a osiągałem przecież dużo. Jako nauczyciel organizowałem masę rzeczy, wspominałem na wykładach, że założyliśmy wypożyczalnię sprzętu turystycznego, w której mieliśmy najnowsze rzeczy, namioty, śpiwory, rowery, plecaki, mnóstwo różnych rzeczy na małej wsi, byliśmy najlepszą wypożyczalnią w Lubuskiem. Ale ja nadal nie miałem się za przedsiębiorczego. A przecież wtedy były kompletne pustki w sklepach, a ja potrafiłem to wszystko zorganizować. Wiele rzeczy w życiu robiłem źle lub ich nie robiłem, bo miałem zakodowane jeszcze z czasów komuny, że takie przedsięwzięcia są niedobre i wręcz niemożliwe. Dzisiaj na szczęście jest inaczej, młodzież jest lepiej wykształcona, odważniejsza, bo mamy większą wolność, choć jeszcze nie pełną, bo są granice tej wolności. Tak na marginesie, wolnym człowiekiem jest wg mnie ten, który czyni dobro.

Więc myśli Pan, że jeśli coś się teraz nie udaje, to tkwi to głównie w naszych głowach?

Oczywiście, nasze życie w 100% zależy od nas. Henry Ford powiedział kiedyś: jeśli myślisz, że coś jest możliwe lub kiedy myślisz, że coś jest niemożliwe - za każdym razem masz rację. Bo jeżeli poddamy się programom, które otoczenie nam wbija: „To jest niemożliwe, to się nie uda, nie dasz rady", to stanie ci się dokładnie tak, jak myślisz. Jeśli my w to uwierzymy, będzie to niemożliwe. I odwrotnie - jeśli uwierzymy, że coś jest możliwe, to uda nam się to osiągnąć. Oczywiście - nie po trupach. To nie jest tak, że za wszelką cenę. Ja nie robię niczego na silę, bo przyjąłem dzisiaj filozofię całkowitego podporządkowania się siłom wyższym. Zawsze rozmawiam z Bogiem, każdą sytuację, która mi się dzisiaj pojawia analizuję dokładnie, starając się dostrzec, co Bóg chce mi dzisiaj pokazać, czego nauczyć. To fantastyczne nauczyć się być świadkiem własnych myśli, rozmawiać z własnym wnętrzem, Bogiem.

To chyba dzisiaj mało powszechne w świecie biznesu, zwracanie się do Boga?

Nieprawda. Jest wielu podobnie postępujących, tylko o tym się nie mówi. To tylko w Polsce mówi się, że to niby taki katolicki kraj, a tak naprawdę ludzie uważają, że tylko w Kościele się o Bogu rozmawia, a publicznie to już wstyd. A to jest nieprawda! Ja uważam, że to są moje poglądy i ktoś może się zgadzać lub nie. Przykładowo, uznaję Biblię za świetną księgę i często szukam w niej odpowiedzi na różne pytania, które mnie nurtują, także te zawodowe. To jest mój wolny wybór. Ale z drugiej strony ja sam nie jestem człowiekiem tolerancyjnym i w ogóle nie uznaję tolerancji. Ciekawe, prawda?

Prawda. Ale dlaczego Pan tak uważa?

Ponieważ uważam, że ci, którzy krzyczą o tolerancji, są najmniej tolerancyjni. Z reguły są to dyktatorzy. Przykład? Co zrobiono w Komisji Europejskiej, gdy włoski profesor (prof. Rocco Buttiglione - przyp. red.) miał zostać jednym z komisarzy, gdy powiedział, że dla niego rodzina to jest wyłącznie związek mężczyzny z kobietą? Komisja zastrajkowała, bo uważali, że z takimi poglądami on nie może być komisarzem. To przecież dyktat, prześladowanie człowieka o innych poglądach. A oni krzyczą i żadają tolerancji, żeby uznać człowieka o ich poglądach.

Wydaje mi się jednak, że ich podejście było takie: nie tolerujemy nietolerancji.

Nieprawda, bo ten człowiek był niezwykle tolerancyjnym, dobrym człowiekiem, i ma prawo do własnych poglądów. A dzisiaj jest tak, że jak ktoś ma inne poglądy, to trzeba go wyciąć. Ale ja nie chcę w to brnąć. Chciałem powiedzieć, że ja nie stosuję tolerancji, nie używam jej i nie jestem tolerancyjnym człowiekiem. Bo ja uważam, że nie należy ludzi tolerować, ale szanować.

A gdzie Pan widzi granicę pomiędzy szacunkiem a tolerancją?

Tolerancja działa tak: ty mi nie wchodzisz w drogę, ja nie wchodzę w drogę tobie, tolerujemy się. A to tak nie działa. Nauczmy się rozumieć tego, który jest inny, który inaczej myśli, który inaczej rozumuje i postępuje. Nawet jeśli się z nim nie zgadzamy, szanujmy go. Jeśli szanujesz ludzi, którzy są inni i inaczej myślą, oni będą szanować ciebie. To zwrotna informacja. Dlatego twierdzę, że ja nie jestem tolerancyjny, ale uczę się i staram szanować każdego, nawet tego, który popełnia mnóstwo błędów. Nie jest to łatwe, to prawda, ale się uczę. Dzisiaj pracuję nad tym, aby przestać ludzi osądzać.

Cóż, ciężko jest tego nie robić... Podobno podświadomie oceniamy nowo poznanego człowieka już po kilku sekundach.

Nie: „jest ciężko". Nie jest łatwo. Zobacz, jakiego używasz języka, Ty mówisz „ciężko", a ja mówię „nie jest łatwo". Słownik negatywny a słownik pozytywny. To bardzo ważne, wystrzegać się tego pierwszego.

Staram się nie oceniać, bo są takie przykłady, klasyczne zresztą, które pokazują, że niebezpiecznie jest przedwcześnie osądzać. Teoretyczna sytuacja: człowiek wsiada bladym świtem do tramwaju i jedzie ledwo żywy do pracy, a tu wsiada mężczyzna z dwójką rozwrzeszczanych, hałaśliwych dzieci, które zachowują się skandalicznie, po prostu rozjuszone bachory. Na początku nikt nie zwraca uwagi, ale każdy denerwuje się coraz bardziej, ojciec zaś nie zwraca im uwagi. W końcu ktoś nie wytrzymuje i zwraca mu uwagę, by je uspokoił, coś im powiedział. A on na to: „A co ja mam powiedzieć tym dzieciom, które pół godziny temu dowiedziały się, że ich matka nie żyje?" I co? Raptem całe to oburzenie otoczenia zamieniło się we współczucie.

Łatwo nam jest z pozoru oceniać każdego człowieka, nie wiemy, co się za tym kryje. Dlatego wystrzegam się osądzania innych i staram się zajmować sobą. Moje motto to: chcesz zmieniać świat, zmień siebie - a cały świat zmieni się sam dookoła Ciebie. A moje drugie motto brzmi: używaj rozumu i kieruj się sercem.

Co do inwestowania w siebie, w ostatnim wydaniu „Polityki" ukazał się wywiad Jacka Żakowskiego z socjologiem prof. Januszem Czapińskim. W tym wywiadzie prof. Czapiński stawia ciekawą tezę. Mianowicie: zbliżają się czasy, w których środkiem do rozwoju w polskim społeczeństwie będzie nie kapitał intelektualny (czyli to, czego zdołamy się nauczyć) tylko kapitał społeczny (zdolność obywateli do współpracy między sobą, wzajemne zaufanie, wysoki poziom relacji międzyludzkich itp.). Przykładem może być umowa typu „gentlemen's agreement", dość popularna w krajach anglosaskich. Co Pan myśli na temat tej teorii?

Powiem szczerze, że nie słyszałem o stosowaniu tego typu umów w Stanach i Anglii, ale powiem też, że ja od dawna to stosuję. Nie uznaję umów pisemnych...

Przepraszam, że odbiegam od tematu, ale znowu powiedziałem „Pan".

Mówisz tak od jakiegoś czasu, już przestałem zwracać ci uwagę.

Ale ja zwróciłem!

Refleksja nad sobą jest bardzo fajna, nie? <śmiech> Wracając do tematu: uważam, że najważniejsza jest dżentelmeńska umowa. Pracowałem tak wielokrotnie z poważnymi firmami - uścisk dłoni, umawialiśmy się i oboje stosowaliśmy się do wcześniejszych uzgodnień. Bardzo sobie chwalę takich ludzi, jak państwo Wójciccy, właściciele jednej z firm kosmetycznych, z którymi miałem przyjemność współpracować. Nie było między nami umów pisemnych, ale każdy z nas wywiązywał się z ustaleń. Dzisiaj prawnicy potrafią każdy papier podważyć, ważne jest to, czy wewnętrznie jesteśmy uczciwi i lojalni wobec siebie, gdy się na coś umawiamy. Natomiast do końca nie zgadzam się z tym poglądem, że jest koniec rozwoju intelektualnego.

Może nie koniec, a spadek jego znaczenia na rzecz lepszego rozumienia się? Przejścia z wyścigu szczurów do ducha zbiorowości?

Zapominamy o jednej ważnej rzeczy, której wielu ludzi na Zachodzie dzisiaj nie bierze pod uwagę: jest jeszcze sfera ducha, rozwój społeczeństwa i jednostki na tym polu. Ewolucja ducha, o tym zapominamy. A pomnażanie intelektu i tak się nie skończy, będzie postępować. Fakt, że ewolucja społeczna wkracza na inny poziom - i to jest fajne. Swoją drogą, nie wszystko tak do końca da się przewidzieć. To są tylko teorie i poglądy, a życie je weryfikuje.

Wracając do młodzieży. Co sądzisz o nas, o współczesnej młodzieży?

Poznałem ostatnio tysiące młodych ludzi, studentów, licealistów, gimnazjalistów i mogę jedno powiedzieć: młodzi ludzie są fantastyczni i wspaniali. Młodzi ludzie są tak naprawdę z natury dobrzy. To, że czasami robią głupoty w grupie, popisując się, to stary mechanizm psychologiczny, ale gdyby każdego wziąć z osobna, to są tak cudowni, mają tak wiele talentów...

Miałbyś dla nas jakieś rady jak zacząć pierwszy, dochodowy interes?

Ja im mówię zawsze jedną rzecz: uczcie się więcej niż wymagają od was w szkole, zdobywajcie taką wiedzę, która przyda się wam w prowadzeniu waszego biznesu. Czytajcie książki o biznesie i rozwoju osobistym, spotykajcie się z ludźmi, bierzcie udział w szkoleniach, po prostu - poszerzajcie swoje horyzonty. Naprawdę dzisiaj młodzież może to robić i niech to robi. Powtórzę się: są tak wspaniałymi ludźmi, mają tyle talentów, tyle zostało im dane i mają o wiele większe możliwości niż moje pokolenie wcześniej.

Jak się człowiek rozwija to na pewno osiągnie sukces. Jim Ron, wielki guru wielu innych nauczycieli biznesu, powiedział kiedyś tak: „Jeżeli będziesz pracował nad pracą, zarobisz na utrzymanie, ale jeśli będziesz pracował nad własnym rozwojem - zarobisz fortunę." Więc to jest właściwa droga - pracuj nad własnym rozwojem, stawaj się człowiekiem lepszym. Nie chodzi o wkucie na pamięć ton książek, chodzi o to, żebyś umiał się uczyć, żebyś wiedział, gdzie znaleźć potrzebną Ci wiedzę, gdzie sięgnąć. Nie musisz być chodzącą encyklopedią, ale poszerzaj swoje predyspozycje, powiększaj swoje umiejętności. Pracuj nad tym, by twój umysł był jasnym, czystym umysłem, by kierował się jasnymi zasadami etycznymi.

Problem jest taki, że wielu ludzi, którzy moralizują, nie są przykładem dla tych młodych ludzi. Później się mówi o buncie... Dorośli też powinni pracować nad sobą, dlatego ja przede wszystkim pracuję nad sobą, żeby być lepszym. Bo jeżeli ja stanę się lepszym to nie muszę wtedy nic mówić, mogę być tylko żywym przykładem, który ludzie mogą podpatrywać.

Młodzież dla biznesu?

Absolutnie tak!

Maciej Grenda

Dodaj do Facebooka! Pochwal sie na Naszej-Klasie! Zmien opis w Gadu-Gadu! (od wersji 8.0)

Dodaj swój komentarz!

Autor (wymagane):


Treść:



Ostatnie 15 komentarzy

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Sonda

Jak często odwiedzasz nasz portal?

Zobacz wszystkie sondy

O portalu

Portal Youthvoice.pl jest tworzony przez młodzież I LO im. Mikołaja Kopernika w Jarosławiu

I LO im. Mikołaja Kopernika w Jarosławiu

Copyright by http://youthvoice.pl - wszelkie prawa zastrzeżone

Aktualności | Szkoły | Galerie | Filmoteka | O nas | Kontakt | eLO RMF | ATOM | RSS | Projekt i wykonanie: Mariusz Kuras, mariushrek[malpa]gmail.com

Valid XHTML 1.0 Transitional Valid CSS! [Valid Atom 1.0] [Valid RSS]